Pierwszy kwartał 2018 roku nie był najlepszy dla polskiego ustawodawcy. Ostatnie miesiące obfitują bowiem w buble prawne, których skuteczność - mówiąc delikatnie - kuleje i które mają wszelkie szanse, aby przynieść Polsce i Polakom więcej strat niż pożytku. Do anty-dyplomatycznej ustawy o IPN-ie i anty-rynkowej ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele (uchwalonej jeszcze w ubiegłym roku, ale faktycznie obowiązujaej od marca 2018) niestety niebawem może dołączyć anty-rolnicza i anty-przedsiębiorcza nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt.

O ogromnym zakresie przedmiotowym projektu złożonego przez grupę posłów, a faktycznie stworzonego przez dwie tzw. organizacje prozwierzęce, które w ostatnich tygodniach po raz kolejny zasłynęły z kłamstwa i odporności na fakty szkalując Polskę w liście do brytyjskiej premier, napisano już bardzo wiele. Konkluzja ze wszystkich poważnych i merytorycznych analiz zaproponowanych przepisów jest taka, że koszty postulowanych regulacji dalece przekraczają potencjalne „zyski”. Do tego dochodzi jeszcze bardzo marne z punktu widzenia techniki legislacji uzasadnienie projektu. I to nie jest tylko odczucie polskich przedsiębiorców trudniących się hodowlą zwierząt futerkowych lub tzw. ubojem rytualnym na eksport. Na tę miałkość podnoszonych w uzasadnieniu „argumentów” i ich sprzeczności z zasadą proporcjonalności zwracali również kilkakrotnie uwagę niezależni prawnicy z Biura Analiz Sejmowych. Mimo wszelkich głosów sprzeciwu i powątpiewania, mimo kompromitujących faktów na temat działania tzw. organizacji prozwierzęcych, które usilnie lobbują za likwidacją polskiej hodowli zwierząt futerkowych i przejęciem jej przez konkurencję z innych krajów Europy oraz Azji, wnioskodawcy nieporadnie i karkołomnie forsują w polskim parlamencie bardzo złe prawo.

21 marca na posiedzeniu sejmowej Komisji Ustawodawczej pozytywną opinię dla Marszałka Sejmu uzyskały formalnie dwa (bliźniacze) projekty zmiany ustawy o ochronie zwierząt (jeden z nich jest właściwie zmianą ustawy o zmianie ustawy o ochronie zwierząt). Cała krucjata przeciwko uczciwym gospodarstwom rolnym odnoszącym światowe sukcesy w przemyśle futrzarskim jest bardzo nieuporządkowana. Na przestrzeni ostatnich miesięcy mieliśmy kilka projektów, kilka zmian tychże projektów oraz powielany przez cześć dziennikarzy błąd w postaci pomieszania zakresu tych projektów z już dawno uchwaloną i niezwykle potrzebną rządową ustawą zaostrzającą kary za znęcanie się nad zwierzętami. W ostatnim czasie nową odsłonę bałaganu zafundowało nam pogorszenie stosunków ze społecznością żydowską. Dla ratowania tego, co zostało, padły istotne deklaracje odnośnie do przepisów o ograniczeniu uboju rytualnego.

W kwestii przepisów dotyczących hodowli zwierząt futerkowych również brakuje spójności i rzeczowego uzasadnienia. Wspomnianymi już wątpliwościami Biura Analiz Sejmowych posłowie wnioskodawcy zupełnie się nie przejęli. Być może nigdy nie słyszeli o zasadzie proporcjonalności i po prostu krytyka sejmowych prawników była dla nich zbyt zawiła. Jeszcze przed pracami w Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi (być może połączonej z Komisją Środowiska) zdążyli nanosić zmiany dotyczące daty wejścia w życie zakazu hodowli zwierząt futerkowych. Poza tym, ewidentnie widać, że grupa posłów podzieliła się na tych, którym zależy przede wszystkim na wprowadzeniu zakazu utrzymywania psów na łańcuchach i obowiązkowej instalacji kojców oraz na tych, którzy za wszelką ceną chcą zniszczyć zdrowe przedsiębiorstwa o najwyższych standardach hodowlanych.

Znamienne we wspomnianym posiedzeniu Komisji Ustawodawczej było to, że na salę nie wpuszczono przedstawicielek przedsiębiorców z woj. lubuskiego cofając im w ostatniej chwili sejmowe przepustki. Czy to oznacza, że dalsze prace nad szkodliwym dla Polski prawem odbędą się jedynie w obecności posła Czabańskiego i posłów, którzy podpisali się pod ustawą? Bardzo możliwe, gdyż figuruje pod nią podpis samego prezesa Kaczyńskiego. Przecież do decydowania o polskich sprawach nikogo więcej nie potrzeba…

 

Copyright enorka.info 2017